Historia Apokalipsy Zombie przedstawia inną niż dotychczas pokazywaną historie rozwoju epidemii zombie. Czy Alex Baker uchroni swoje rodzinne miasto przed krwiożerczymi zombie i innymi jeszcze gorszymi ludzkimi potworami.
środa, 4 lutego 2015
Rozdział 1
Rozdział 1.
Dzień później.
- Po interwencji policji, w barze Alex ‘a i innych przewieziono na komisariat, ale ze względu na utratę przytomności i podejrzeniami o wstrząs mózgu trafił do miejskiego szpitala.
- Do pojedynczej sali w, której leżał Baker wpadały poranne promienie słońca rozświetlając pokój i częściowo łóżko na, którym aktualnie spał. Pomieszczenie było nie wielkie, a przynajmniej takie się wydawało, bo większość miejsca zajmowało łózko i niezbędne jak na profesjonalny szpital urządzenia. Na przeciwko łóżka w odległości jakiś dwóch kroków była już ściana z małym oknem z, którego widać było hol i drewniane drzwi takie same jak w innych salach. Twarz Alex' a, w niektórych miejscach pokrywały opatrunki i małe zadrapania. Nie wyglądały one groźnie w porównaniu o gips na prawej ręce.
Na sali oprócz Alex ‘a była jeszcze jedna osoba, która po wypełnieniu jakiś formularzy, usiadła przy lewej oświetlanej przez słońce, stronie łóżka.
-Alex, Alex... obudź się.-Spokojny kobiecy głos, który jakby jest skądś dobrze znany, chłopak bierze za sen, ale ciągłe irytujące dźganie w ramie w końcu obudziło Baker ‘a.
-Co, co jest?. Moja głowa, gdzie ja....
-Alex zrywa się z łóżka, ale tajemnicza osoba zatrzymuje go i ten ponownie kładzie głowę na poduszkę.
-Uspokój się. Jesteś w szpitalu w Maron. Pamiętasz co się wczoraj wydarzyło?.- Ten spokojny, ciepły głos, który Alex wziął za sen, to pani doktor w białym kitlu, którą w pierwszej chwili Alex, widzi jakby przez pryzmat wody. Rozmyty obraz dopiero po kilku chwilach, ukazał prawdziwe piękno wysokiej kobiety o jasnych, długich, kręconych blond włosach.
-Taa, tak pamiętam, chyba...- Chłopak ścisnął zęby czując nagle silne ukłucie bólu, jakby ktoś przewiercał jego głowę.- Doszło do bójki z jakimś dupkiem. Nieźle go stłukłem.
- Yhym, ale to ty leżysz w szpitalu z pękniętą ręką i nie pamiętasz jak tu trafiłeś.
-Słuszna uwaga.-Dodał łapiąc się za głowę, jakby miała zaraz pęknąć na milion kawałków.-Kobieta zaśmiała się z lekko przy tym się uśmiechając. Dopiero w tedy Alex, przypomniał sobie że zna ten uśmiech, że zna tą kobietę, ale nie mógł przypomnieć sobie jej imienia, jakby nieodwracalnie wyleciało mu to z głowy.
-Poleżysz, tutaj jeszcze parę godzin i ktoś wypisze cię do domu.-Lekarka w tym samym momencie wstała i skierowała się do wyjścia, ale nagle padło w jej kierunku pytanie.
-Głowa, mnie okropnie boli, czy dostane coś na ból?. -Oczywiście - Odparła zatrzymując się i ponownie podchodzi do łóżka, dając okazje Alex' owi na sprawdzenie plakietki identyfikacyjnej.-Sprawdzę jeszcze raz czy nie masz pękniętej żadnej kości.- Dotyka delikatnie głowy Baker ‘a, a w tej samej chwili chłopak spogląda na plakietkę.-Sara Wayland.
-W jego głowie zapaliła się zielona lampka, bo już wie skąd ją zna. Kilka lat temu jeszcze w liceum byli dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, ale w pewnym momencie coś pękło i coraz bardziej oddalali się od siebie. Aż po dziś dzień, kiedy kilka minut zajmuje mu przypomnienie sobie jej imienia, więc można sobie tylko wyobrazić jak bardzo od siebie odeszli.
- Wszystko wygląda dość dobrze, a co do bólu to pielęgniarka za chwile poda ci środek, przeciwbólowy, więc będzie dobrze.-Chłopak nawet nie zwrócił uwagi, że lekarka skończyła doglądać jego głowę i znów podchodzi do wyjścia.
- Sara, dziękuje.- Ooch, nie ma za co to moja praca.-Kobietę dziwią te miłe słowa, ale nie chce tego po sobie poznać.
-Poważnie i przepraszam że się nie odzywałem przez tyle czasu.
- Byłeś zajęty. Rozumiem.- Sara ponownie się uśmiecha i wychodzi za drzwi. Nie mija nawet chwila a do Alex ‘a dociera krzyk kobiety za drzwi i nie zważając na ból i pękniętą rękę, na której dopiero zauważa biały gips od dłoni aż do początku łokcia, zrywa się z łóżka i podchodzi do drzwi.
-za drzwiami po prawej, widzi Sarę przerażoną widokiem, który ma przed sobą.
Po lewej na brudnej od krwi podłodze leży najpewniej już martwa pielęgniarka. Jej ubranie całe jest zabrudzone własną krwią wyciekającą z kilku małych i jednej większej rany ciągnącej się po prawie połowie szyi.
Gorsze w tym jest to że przy ciele siedzi przykucnięty napastnik, który pożera kobietę. Wygląda na zwykłego niedużego nastolatka, oraz po mocno brudnym stroju wiadomo że to pacjent. Jedno jest wiadome to nie człowiek, nawet jeśli nie licząc tego co właśnie robi, to jego zeszłe bielmem oczy mówią jedno.
JEST JEDNYM Z ZARAŻONYCH.
-Nim ten pacjent zdąża cokolwiek zrobić, Alex wciąga jednym ruchem lekarkę do środka, ale nim zamyka drzwi pacjent rzuca się na niego i bez trudu powala na ziemie.
Alex broni się jak może, ale nie może zdjąć z siebie lodowatego faceta. Ten próbuje ugryźć Bakera, ale wbija swoje zęby w Gibbs, na którym pojawiają się ślady pęknięcia.
-Sara nadal bezskutecznie woła pomocy, ale w pewnym momencie chwyta doniczkę z małymi kwiatkami i rzuca ją prosto w napastnika dzięki czemu Alex' owi udaje się go zrzucić na ziemie.
-Nie tracąc czasu Baker wstaje a w oczach czernieje mu obraz i kręci mu się w głowie. Nieustępliwy pacjent też nie daje za wygraną i ponownie rzuca się na chłopaka. Na szczęście tym razem Alex nie daje się powalić na ziemie i z wielkim trudem rzuca rywala wprost na okno które pęka i napastnik wylatuje na ziemie uderzając jeszcze głową o ścianę następnego pomieszczenia.
Chłopak chwieje się na nogach i pada na ścianę zsuwając po niej mimowolnie. Kobieta, nie czeka i czym prędzej zamyka drzwi, ale gdyby ktoś chciał ich jeszcze skrzywdzić, na pewno zrobił by to przez rozwalone okno, więc pewnie mają już z głowy tego chorego nastolatka.
-Kobieta nie patrząc na ciała za oknem, siada przy dyszącym ze zmęczenia Alex' ie.
- Jesteś cały. Jej głos drży, gdy spogląda na gips.
- Spokojnie, nic mi nie jest.- cały czas dyszy ze zmęczenia po tej ciężkim starciu.
-Jak myślisz ta wścieklizna to będzie duży problem.- Pyta Alex gestem wskazując na faceta pewnie już martwego za ścianą.
- Nie wiem.- Gdy to mówiła na korytarzu pojawia się ochrona.
- Chryste Panie. Leć po lekarza ! Szybko !!.
- Alex wraz z Sarą podnoszą się do rozbitego okna i widzą dość dużego ochroniarza, który spogląda raz na nich, a raz na ciała. Ciało pacjenta przyciągało uwagę, choćby z tego powodu że prawie 15-centymetrowy kawałek szkła przebił serce i płuco więc ten powinien być w stu procentach martwy, a nadal poruszał ustami i białymi jak księżyc oczami.
20 minut później.
-Tak, więc reasumując gdy Sara wyszła, zaczęła krzyczeć, ty podbiegłeś do niej, a ten facet rzucił się na ciebie, więc wyrzuciłeś go przez okno.- Przez dwadzieścia minut sytuacja się trochę zmieniła. Alex miał już na sobie swoje ubrania, ponieważ został wypisany, a facet, który jest z nim w sali to tutejszy szef policji Charles Johanson.
-Mam ci w to uwierzyć, nie doszło tu czasem do żadnej kłótni.
-Nie przecież mówię jak było wuju, ja nawet nie znam tego gościa, a swoją drogą był taki zimny jakby już nie żył.
- Stary mężczyzna z siwymi włosami usiadł na łóżku obok Alex’ a.- Wydaje mi się że się nie mylisz.
-Co o czym ty mówisz?.
-Szeryf wzdychając włączył telewizor, pilotem, którego znalazł na stoliku obok łózka. Włączył przedwczorajszy reportaż o rozpuszczającej się epidemii wśród ludzi.
-Ta ich epidemia, to jakaś pieprzona, epidemia, cholernych zombie.
-Zombie?, ale jak?. - Chłopak nie wierzył w to co słyszał myślał że to jakiś żart, ale wszystko układało się w całość.
- Jak to powstało i jak się rozprzestrzenia, nie mam pojęcia, ale jutro prezydent ma ogłosić orędzie w tej sprawie, a w tym samym czasie ja wraz z burmistrzem powiemy to miastu.
- I co zamierzacie z tym zrobić, znaczy jak nie dać wejść temu cholerstwu do miasta.
-To chyba już tu jest.- Starszy zakasłał i kontynuował.- Sam przecież byłeś tego świadkiem. Gorsze w tym jest to że musiałem wysłać połowę ludzi do dużego miasta, przez co nie mam już ludzi, których mógłbym wysłać do ochrony strefy, gdzie ukryjemy cywili.
-Może mogę jakoś pomóc?.- Szeryf zaśmiał się i dodał.- Jak znajdziesz miejsce gdzie moglibyśmy schować ludzi i ich bronić to tak.
-Po chwili ciszy Alex odpowiedział.- A ten warsztat przy w pobliżu 69.
-Policjant popatrzał się ze zdziwieniem i odrzekł.- Chyba wiesz że to miejscówka mens of outlaws.
-Chłopak coraz pewniejszy swojego pomysłu kontynuował.- Na pewno było by coś co by ich przekonało.
-Niby co?. - Przerwał starzec.
-Po kolejnej chwili ciszy Alex odpowiedział.- A gdyby tak, policja zebrała cały prowiant ze sklepów dla ludzi w bezpiecznej strefie. Motocykliści pewnie chętniej, woleli by układ, w którym to w zamian za dach nad głową i ochronę dla mieszkańców również by dostawali jedzenie i wodę niż jakby mieli by ryzykować wyprawy po własne zapasy.
-Genialne, tylko że oni nie chętnie rozmawiają z glinami, więc mógłbyś z nimi porozmawiać.
.Ja, sam nie wiem czy nadaję się do takiej roboty.-Chłopak spuścił głowę i w jego głosie nie było już takiej pewności siebie.
-Spójrz na mnie, wiesz że wierzyłem w twojego ojca prawda, tak samo wirze w ciebie synu.
-Dobra spróbuje- Te słowa wiele dla niego znaczyły, bo wiedział jakim istotnym wzorem był jego ojciec dla wuja, który nawet po śmierci ojca Alex' a dalej wierzył w Christophera Baker' a.
-Zadzwonię do ciebie kiedy tylko załatwię sprawę ze sklepami, a i mam coś dla ciebie.-Mężczyzna wyciągnął z kieszeni kluczyki i wręczył je Alex' owi.
-Odstawiłem go pod szpital.
-Dzięki wuju.- Na twarzy Alex’ a momentalnie pojawił się uśmiech.-Dobra leć już i odwiedź matkę, bo ktoś czeka tam na ciebie.-Szeryf poklepał chłopaka po ramieniu, a ten wyszedł z pokoju i skierował się ku wyjściu ze szpitala.
-Po drodze na moment zobaczył Sarę, ale żadne z nich nic nie powiedziało, tylko Alex kiwną głową w jej kierunku, a ta odwzajemniła to serdecznym uśmiechem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz